Musi minąć wiele, może nawet bardzo wiele lat, zanim zmieni się sposób myślenia Polaków o skarpetkach. O co dokładnie chodzi? Dla wielu z nas najlepszym narzędziem oszczędzania na walucie polskiej czy obcej jest ulokowanie jej w szafce z bielizną, najlepiej w skarpecie, i czekanie na tak zwaną czarną godzinę, kiedy to wszystkie banki jednego dnia upadną, a właściciel będzie rad z mądrze poczynionych oszczędności. Tak, musi jeszcze sporo wody w Wiśle upłynąć, zanim pojmiemy, że istnieją znacznie lepsze formy oszczędzania, a nawet zarabiania na obcej walucie.
Gdy zajrzysz do Internetu, by poszukać podstawowych informacji o zaletach i ewentualnych zagrożeniach, jakie niosą ze sobą transakcje na obcej walucie, znajdziesz poradniki i dane nawet sprzed pięciu lat! Istne kopaliny. Większość z tych informacji jest już nieaktualna, szczególnie te dotyczące oprocentowania. Takie dane dezaktualizują się po kilku miesiącach – wymusza to dynamika rynku produktów bankowych.
Obecnie posiadanie konta walutowego to nie tylko przykra konieczność związana ze znacznie wyższymi opłatami – przykładowo – z tytułu przelewu. To także możliwość uczciwego, a czasem nawet godziwego zarobienia na naszych pieniądzach. Najpowszechniejszą, wręcz standardową już metodą zarabiania na obcej walucie jest oprocentowanie konta. Wiadomo, że trudno dziś o konto, które nie byłoby oprocentowane, wiadomo również, że symboliczne oprocentowanie (na przykład 0,01%), którym obłożono wiele dzisiejszych ofert bankowych, nigdy nie przełoży się na żaden zysk. Jednakże dokładne porównanie ofert i staranne, zgodne ze swoimi potrzebami wybranie usługi (eliminujące niepotrzebne lub rzadko używane usługi, za które trzeba płacić bankowi) może w perspektywie kilu lat zaowocować pokaźną sumą pieniędzy. Prawie tak stara jak ludzkość prawda stanowi, że pieniądze czynią kolejne pieniądze. Jeśli jesteś szczęśliwym posiadaczem fortuny w funtach, dolarach, euro, a nawet kunach, rublach czy jenach, automatycznie jesteś VIP-em, którego szuka każdy bank. Ponieważ na Twoich pieniądzach można zarobić znacznie więcej (obracając nimi i udzielając pożyczek), możesz indywidualnie wynegocjować dla siebie warunki znacznie lepsze od typowych. Ale jest to urok kwot naprawdę dużych.
Tak zwany spread jest zmorą wielu osób. Przewalutowanie, a więc zamiana z jednej waluty na drugą, która jeszcze niedawno poddawała w wątpliwość sens jakiegokolwiek konta walutowego (spread to różnica między ceną zakupu i sprzedaży waluty), dziś jest już reliktem minionej epoki. Dziś spread może być i jest często wykorzystywany jako narzędzie do zarabiania. Nie potrzeba do tego być maklerem czy należeć do wielkiej finansjery grającej na giełdzie Forex. Wystarczy konto walutowe o odpowiedniej konfiguracji (np. możliwie tanie przelewy), odpowiednio duży kapitał, co nieco wiedzy i spory refleks. Dzięki tym walorom każdy jest w stanie zarobić, gdy we właściwym momencie dokona kilka operacji kupna i zakupu. Kupując tanio a sprzedając drogo zarabia się od zawsze. Teraz można kupować i sprzedawać pieniądze, zarabiać pieniądze na pieniądzach. I dla wielu osób jest to prawdziwy złoty interes.
Jak widać, dzięki kontom walutowym można oszczędzać. Bardzo owocnie oszczędzać i w taki sposób powiększać swój stan posiadania. Można również obudzić w sobie hazardzistę i handlować walutą obcą. To ryzyko może się opłacić.
Brak komentarzy ↓
Brak komentarzy.
Zostaw komentarz