Gdyby jakaś usługa nie była konieczna albo korzystna dla użytkowników, nikt by z niej nie korzystał. Istnienie kont walutowych nie jest nowością na rynku polskim, choć ich idea różni się już znacząco od tego, co praktykowało wiele naszych babć: wpłacały każdego pozyskanego tajemniczymi sposobami dolara na konto, które dosłownie zamrażało jego wartość. Aż nadszedł moment, gdy jego wartość względem złotówki drastycznie spadła i wszelka skuteczność takiego konta była tak samo znacząca, jak skarpetki na dnie kredensu.
Dziś konto walutowe jest znacznie nowocześniejszym produktem, który również umożliwia generowanie zysków, o ile ktoś ma wystarczającą wiedzę. Oprócz zalet oczywistych, czyli zalet dla banku, powinno mieć jeszcze korzystną stronę dla samego posiadacza konta. To wciąż nieduży procent usług bankowych, więc spory kawałek drogi do prawdziwej atrakcyjności, ale pewne korzyści istnieją i są zauważalne.
Już sam fakt ich istnienia i działania jest korzyścią samą w sobie. Załóżmy sytuację następującą: wyjeżdżasz za granicę na dłuższy czas i wracasz z pięciocyfrową sumą liczoną w euro. Możesz udać się od razu do kantoru i wynegocjować nieco lepszą cenę sprzedaży albo pozostać przy euro i taką walutę wpłacić do banku. Nie ma się co oszukiwać: w pierwszym przypadku tracisz. Zarabiasz euro, walutę o określonej wartości własnej (możesz np. w Niemczech kupić to i tamto) i względnej (za euro możesz kupić inną walutę, w tym złotówki). Jeśli chcesz wydać te pieniądze w Polsce, potrzebujesz złotówek, ale straciłeś na transakcji, jeśli dałeś zarobić kantorowi (Twoje euro sprzeda za więcej niż zapłacił Tobie; to się właśnie nazywa spread), a potem w każdym sklepie generujesz marżę. Znacznie możesz zyskać, jeśli założysz konto walutowe. Co prawda zazwyczaj na wypłatę pieniędzy musisz poczekać kilka dni, ale jego funkcja nie jest i nie powinna być taka sama, jak zwykłego konta osobistego. Konto walutowe powinno służyć do wykonywania operacji w oryginalnej walucie, a jeśli potrzebujesz dokonać wypłaty w złotówkach, rób to rzadko i korzystaj z większych kwot. Gdyż bank zostawił Ci właśnie sporo Twoich własnych pieniędzy – nie straciłeś i nie stracisz na przewalutowaniu. Zarobi jednak na opłacie stałej za każdą dokonaną transakcję.
Przewalutowanie jest to jedna z historii, dotykająca zwyczajowo osoby z względnie małym kapitałem. W przypadku firm jest już mowa o naprawdę dużych pieniądzach, znacznie większych ruchach na koncie i wskutek tego znacznie większymi potencjalnymi stratami. I tu znaleziono rozwiązanie problemu. Odpowiednie narzędzia bankowe umożliwiają zabezpieczenie waluty przed niekorzystną zmianą jej kursu. Należy jasno postawić sprawę: nie byłoby ich, tych narzędzi, gdyby ktoś – w tym przypadku bank – na nich nie skorzystał. Więc jest to kolejna rzecz, dzięki której instytucja finansowa zarabia. Sama idea polega na wyeliminowaniu w znacznej mierze losowego czynnika, a więc ograniczenia strat wynikającego z deprecjacji jednej waluty względem innej na giełdach lokalnych czy światowych. Są to mocno zaawansowane merytorycznie i statystycznie mechanizmy. Jeśli klient banku za określoną wartość wykupi takie zabezpieczenie, bank zadba o stabilność stanu jego konta. Bezpieczeństwo w obliczu nagłego załamania się jednej waluty jest nieocenionym argumentem w rozmowie banku z klientem, toteż i ten produkt zyskuje na popularności.
Brak komentarzy ↓
Brak komentarzy.
Zostaw komentarz